Mi niestety nie udało się dotrzeć wcześniej, jednak zdążyłem się załapać, by co nieco obejrzeć.
Gdy wpadłem zdyszany na rynek w Lesznie, odbywał się akurat pokaz elegancji:
Jako, że robiło się coraz bardziej pochmurnie, wyposażony w nienajlepszej jakości foto i przeczuwając nadchodzącą ulewę, poczyniłem kilka zdjęć:
Na pierwsze krople deszczu nie musiałem długo czekać:
Chroniąc się przed deszczem pod fasadami budynków okalających rynek, udało mi się pstryknąć kilkanaście ogólnych fotek. Te, które wyszły możliwie najlepiej, zamieściłem poniżej. Udało mi się przy okazji uwiecznić znajomą W108 w towarzystwie bliżniaczej siostry:
Gdy już szykowałem się do ewakuacji i prawie nietknięty deszczem, znalazłem się w pobliżu samochodu, kątem oka dostrzegłem dwie zmoknięte bidulki. Nie mogąc przegapić takiej okazji i nie zważając na ulewny deszcz, podszedłem bliżej i:
Na pożegnanie:
Reasumując:
Jednego dnia pokonałem w sumie 920km.
Po powrocie do domu, okazało się, że pstryknąłem równo 123 zdjęcia.
Na miejscu nie udało mi się niestety spotkać nikogo z naszego Klubu (trochę za późno udało mi się dotrzeć do Leszna).
Miałem okazję pogłaskać Gullwinga...
... Z tego powodu wyglądałem później, przez jakiś czas, jak zmoknięta kura.
Na miejscu byłem w sumie dwie godziny.
Kumpel, po zdaniu mu relacji z mojego wyjazdu, zalecił mi wizytę u psychiatry.